Chiński Paryż - Tianducheng
- Ej byłaś w Paryżu? Czy to wieża Eiffla? Kiedy ty zdążyłaś tam w ogóle polecieć? - znajomi zasypali mnie pytaniami po opublikowaniu zdjęcia z Chin, na którym stoję na tle repliki wieży Eiffla. I rzeczywiście, dla niewprawnego obserwatora wyglądało to tak jakbym po drodze do Polski na prawdę zahaczyła jeszcze o Paryż, dopóki znajomy Francuz z oburzeniem nie skomentował "To nawet nie przypomina wieży Eiffla!!". No cóż, każdy widzi to, co chce zobaczyć!
No dobra, ale gdzie właściwie leży chiński Paryż?
Paryż ten nazywany jest na plakatach dumną nazwą "Sky City" czyli "Tianducheng" (天都城), a w Internecie wzmianki o nim znajdziemy raczej pod nazwą "Ghost City", ale o tym za chwilę. Leży na obrzeżach Hangzhou, jakieś dwie godziny drogi autobusem od centrum, jeśli macie szczęście i ten miejski ogórek nie rozwali się po drodze (lub, jak w moim przypadku, w drodze powrotnej). Nie jest więc to miejsce przystępne dla turystów i raczej nie warto marnować na nie czasu, jeśli przyjechało się do Hangzhou tylko na kilka dni. Ale jeśli mieszkacie tam dłuższy czas, to już inna sprawa!
Pewnie zastanawiacie się teraz, kto w ogóle wpadł na taki głupi pomysł jak wybudowanie repliki wieży Eiffla w środku Chin i obudowanie jej "europejskimi" z wyglądu fontannami i budynkami. No cóż, miała być to dzielnica dla elity z Hangzhou, która miała chcieć poczuć europejski szyk i luksusy. Ale wiecie, dwie godziny drogi od centrum i budowa trwająca dłużej niż ustawa przewiduje raczej odstraszyły wszystkich potencjalnych nabywców. Nikt nie chciał kupować tam mieszkania, zabrakło monet na skończenie budowy, a ogromne osiedle zyskało sobie przydomek miasta duchów, jako że mieszkali na nim tylko budujący je robotnicy. Z resztą, podobno to oni w końcu kupili dużą część tych mieszkań i pootwierali w europejskich z wyglądu budynkach bardzo nie-europejskie sklepiki oraz stragany.
Dziś osiedle nie jest już miastem duchów, ale na pewno nie można powiedzieć, że tętni ono życiem. Przez cały mój pobyt nie spotkałam zbyt wielu ludzi, a całość sprawiała dość... psychodeliczne wrażenie. To chyba najlepsze określenie na "europejskie" budynki, puste fontanny, dziesiątki figur szachowych, replikę wieży Eiffla i wyglądające zza tego wszystkiego kilkudziesięciopiętrowe wieżowce. A jak dodacie sobie do tego jeszcze "park rozrywki", w którym za jedyne 50 yuanów możecie zobaczyć kościół z "europejskim" księdzem (a raczej aktorem, który ma go udawać), to no.. psychodela jak nic. Żeby nie było, nie pozbyłam się tych 50 yuanów z kieszeni - no bez przesady. Ale podobno jest to mega popularne miejsce na ślubne sesje zdjęciowe i w sumie myślę, że fotki muszą robić potem wrażenie.
Ciekawostka: W Tianducheng został nakręcony teledysk do piosenki "Gosh", który świetnie obrazuje klimat i psychodeliczność tego miejsca. Tylko nie sugerujcie się nim przy decyzji o zwiedzeniu Sky City, bo kręcili go, kiedy osiedle było jeszcze w budowie.
Czy polecam wizytę w Tianducheng? Jak najbardziej! Dla poczucia tego niesamowitego klimatu, zrobienia sobie fotki z wieżą Eiffla w środku Chin, połażenia po prawie-pustym osiedlu i wejścia w suchą fontannę. No i myślę, że temu miejscu nie zostało już tak wiele czasu zanim nie wypełni się ono podejrzanego typu atrakcjami, straganami, ozdobami i no... ludźmi. I wtedy całkowicie straci swój psychodeliczny klimat i stanie się jedynie kolejną atrakcją. Albo ktoś stwierdzi, że to wszystko nie ma żadnego sensu i postanowi postawić w tym miejscu coś innego - tak czy siak, czasu macie raczej niewiele i jeśli to właśnie tam chcecie się wybrać, to spieszcie się. A! Weźcie przeciwsłoneczną parasolkę, wodę i krem z filtrem, bo nie ma się tam gdzie schować przed słońcem.
No dobra, ale gdzie właściwie leży chiński Paryż?
Paryż ten nazywany jest na plakatach dumną nazwą "Sky City" czyli "Tianducheng" (天都城), a w Internecie wzmianki o nim znajdziemy raczej pod nazwą "Ghost City", ale o tym za chwilę. Leży na obrzeżach Hangzhou, jakieś dwie godziny drogi autobusem od centrum, jeśli macie szczęście i ten miejski ogórek nie rozwali się po drodze (lub, jak w moim przypadku, w drodze powrotnej). Nie jest więc to miejsce przystępne dla turystów i raczej nie warto marnować na nie czasu, jeśli przyjechało się do Hangzhou tylko na kilka dni. Ale jeśli mieszkacie tam dłuższy czas, to już inna sprawa!
| Tak, te śmieci i podejrzane sklepiki bardzo pasują do "paryskiej" zabudowy :p |
Ciekawostka: W Tianducheng został nakręcony teledysk do piosenki "Gosh", który świetnie obrazuje klimat i psychodeliczność tego miejsca. Tylko nie sugerujcie się nim przy decyzji o zwiedzeniu Sky City, bo kręcili go, kiedy osiedle było jeszcze w budowie.
Czy polecam wizytę w Tianducheng? Jak najbardziej! Dla poczucia tego niesamowitego klimatu, zrobienia sobie fotki z wieżą Eiffla w środku Chin, połażenia po prawie-pustym osiedlu i wejścia w suchą fontannę. No i myślę, że temu miejscu nie zostało już tak wiele czasu zanim nie wypełni się ono podejrzanego typu atrakcjami, straganami, ozdobami i no... ludźmi. I wtedy całkowicie straci swój psychodeliczny klimat i stanie się jedynie kolejną atrakcją. Albo ktoś stwierdzi, że to wszystko nie ma żadnego sensu i postanowi postawić w tym miejscu coś innego - tak czy siak, czasu macie raczej niewiele i jeśli to właśnie tam chcecie się wybrać, to spieszcie się. A! Weźcie przeciwsłoneczną parasolkę, wodę i krem z filtrem, bo nie ma się tam gdzie schować przed słońcem.
Komentarze
Prześlij komentarz