Hangzhou - Niebo na Ziemi


Ponad dwa miesiące swojego życia spędziłam rzekomo w "Niebie na Ziemi", bo tak nazywane jest przez Chińczyków Hangzhou. Miasto to otoczone jest przez metropolie takie jak Szanghaj czy Nankin, które nie brzmią obco dla osób zza granicy, ale już samo w sobie nie kojarzy się im z niczym. No bo, czy słyszeliście kiedyś o Hangzhou? Szczerze mówiąc, moja rodzina stwierdziła zgodnie, że jadę na dwa miesiące na jakąś chińską wieś i nie docierało do nich, że w tej "wsi" mieszka jakieś 6 milionów ludzi. Dodam jeszcze, że jest to naprawdę ładna "wieś" i według mnie zasłużyła sobie ona na miano "Nieba na Ziemi".



Jakie jest Hangzhou? Duże. No dobra, nie tak duże jak Szanghaj, ale nie wyobrażajmy sobie tutaj miasta wielkości Warszawy. Najlepiej będzie, jak opiszę wam wielkość Hangzhou w ten sposób: potrafiłam jechać do jakiegoś miejsca dwie godziny i nie była to nawet odległość pomiędzy jednym a drugim końcem miasta. Problemem Hangzhou jest bowiem zbyt szybki rozwój terytorialny w porównaniu do rozwoju metra, ale podczas mojego pobytu zdążyli otworzyć dwie nowe linie podziemnego transportu, więc wkrótce nie powinno to już nikomu przeszkadzać. A co mam na myśli mówiąc rozwój terytorialny? Ano wyobraźcie sobie, że przystanek obok mojego mieszkania nazywał się "Wioska Gonglin" a dookoła niego zobaczyć można było jedynie 25-piętrowe, nowoczesne apartamentowce. Gdzie ta wioska? No właśnie. Całe miasto pełne było przystanków o "ciekawych" nazwach, które wywołały zdziwienie, ale także smutek. Bo jak inaczej miałam czuć się na przystanku "Świątynia Sannian", kiedy dookoła niego widziałam tylko spiętrzone ulice, wieżowce i sklepy?

(Gdzie ta świątynia!?)

Wielkość Hangzhou jest jednak także jego plusem, bo tak naprawdę mogłam spędzić tam dwa miesiące pełne aktywnego zwiedzania i dalej nie zobaczyć wszystkiego. A już na pewno nie byłam znudzona widokami! W mieście tym znajdziecie góry (tak, są one w środku miasta, nie poza nim), jeziora, rzeki, parki krajobrazowe, parki rozrywki, muzea, drapacze chmur, nowoczesne galerie handlowe i dużo innych atrakcji na każdym kroku. Z pewnością znajdowałam ich mniej w nowo-powstałych częściach miasta, ale i tam poukrywane są różne ciekawostki. Zdziwiona byłam ilością zieleni i dbałością o jej stan, co naprawdę uważam za wielki plus.



Ilość atrakcji w Hangzhou może onieśmielać, ale największa z nich jest zdecydowanie Xihu, czyli Jezioro Zachodnie. To z nim związane są miejskie legendy (chociażby legenda o Białym Wężu), dookoła niego zbudowane zostały liczne pagody oraz świątynie, a z niego pozyskiwane są składniki wykorzystywane w lokalnej kuchni, czyli wszelkiego rodzaju ryby, krewetki oraz lotosy. Muszę przyznać, że jezioro to wyjątkowo często stawało się celem moich spacerów, ale nigdy nie stało się moim ulubionym miejscem. Bo wiecie, skoro jest to największa atrakcja, to ściąga też pokaźną ilość turystów oraz sprzedawców. A w Hangzhou wbrew pozorom możemy znaleźć także wiele miejsc, w których tych turystów nie ma i gdzie da się naprawdę zrelaksować. To właśnie takie miejsca zazwyczaj wybierałam i z pewnością szczegółowo je opiszę w przyszłych wpisach.



Co jeszcze mogę powiedzieć o Hangzhou jako o ogóle zanim rozłożę je na części pierwsze i zacznę opisywać poszczególne jego fragmenty? Na pewno ciekawy jest język, którym posługują się tam ludzie. Nazywa się Hangzhouhua, czyli mowa Hangzhou i mimo w miarę komunikatywnego Mandaryńskiego, nie rozumiałam tej mowy nawet odrobinkę. Osobny język nie jest jednak w Chinach czymś nadzwyczajnym, bo podczas mojego pobytu usłyszałam ich jeszcze przynajmniej kilka - w Szanghaju, w Jinhua, a być może i gdzieś na ulicy, ale bez zrozumienia nie byłam w stanie zidentyfikować źródła kolejnego "dialektu". Ciekawa jest również lokalna kuchnia, ale kompletnie nie trafiła ona w moje gusta. Pełna jest bowiem ryb oraz krewetek, których nie jadam, oraz słodkich, lepkich dań ze składników, które według mnie o wiele lepiej smakują na słono czy też ostro.
(Muzeum Kuchni Hangzhou)


No i takie jest właśnie Hangzhou w ogromnym skrócie. Pełne różnych ciekawostek, legend i opowieści. Ze swoją osobną mową, lokalną kuchnią, pokaźną wielkością i ogromną listą turystycznych punktów wartych zwiedzenia. To teraz nie pozostało mi nic innego, jak tylko rozłożyć je w kolejnych wpisach na czynniki pierwsze i poopowiadać trochę o ciekawych miejscówach Hangzhou. A jest ich naprawdę cała masa!
Tymczasem wracam do nauki 1200 znaków do egzaminu HSK4. Trzymajcie kciuki. Serio. Trzymajcie mocno. Wszystkie cztery.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Xianghu - ulubione miejsce w Hangzhou