Au Pair w Chinach

Czy myśleliście kiedyś o byciu Au Pair? Firmy reklamujące taką "pracę" opisują ją zawsze w samych superlatywach. No wiecie, ciekawe doświadczenie, ekscytujące wycieczki, niesamowite przeżycia. A jak to jest naprawdę?

Osiedle, na którym mieszkałam.
Trudno mi mówić za wszystkich, bo na pewno wygląda to inaczej w każdej firmie, miejscowości, a nawet rodzinie, ale myślę, że niektóre doświadczenia są uniwersalne. Po pierwsze - bycie Au Pair to wbrew pozorom ciężka harówa. I nie ważne, czy jedziecie jako "domowy nauczyciel angielskiego", "opiekunka z językiem angielskim" czy też "student z wymiany kulturowej" - wasze zadania wyglądać będą bardzo podobnie. Macie zająć się dzieckiem i dać odpocząć jego rodzicom, jednocześnie dając im poczucie spełnionego rodzicielskiego obowiązku - bo przecież ich dziecko właśnie uczy się angielskiego i poznaje "jiejie" lub "gege" zza granicy. Jeśli liczyliście na wspólną rodzinną zabawę i codziennie spacery po parku tudzież zoo, to możecie się nieźle przejechać na swoich oczekiwaniach.


Ok, jak więc wygląda taki typowy dzień z życia Au Pair, powiedzmy, na wakacjach? Budzisz się o 7 lub 8, jeśli masz szczęście. Małe dzieci nie lubią długo spać. W ogóle nie lubią spać. Zajmujesz się dzieckiem do śniadania. Pomagasz w jedzeniu śniadania, jest godzina 9. Być może jest właśnie czas na dodatkowe zajęcia, na które odprowadzasz dziecko lub jeśli masz szczęście odwiezie je na nie mama/tata/dziadek/babcia. Jeśli masz tylko trochę szczęścia, to wylądujesz na zajęciach razem z dzieckiem. Co ciekawe, to nie będzie liczone do czasu twojej pracy. Ej, śniadanie też nie, w sumie to przecież jeszcze nic dziś nie zrobiłeś. Ok, powrót z zajęć, czas na zabawę do lunchu. Tz. byłby na to czas, ale musisz przeczytać dziecku 2 książki, pozadawać mu zagadki po angielsku i jeszcze nauczyć je nowej piosenki, bo przecież uczysz je angielskiego, nie? Nie ważne, że dziecko ma 4 lata i nie zrozumiało ani jednego zdania z książki, z której przeczytaniem problem masz nawet ty. Godzina 12, czas na lunch, super. Jeśli masz szczęście, to gdzieś koło 13-14 dziecko pójdzie spać. Wtedy masz jakieś 2 godziny dla siebie, co początkowo brzmi niezwykle kusząco, ale okazuje się być czasem niewystarczającym nawet na dojechanie do centrum. Godzina 16 - zabawa. 18 - obiad. 20 - w końcu masz wolne, ale w sumie po godzinie idziesz spać, bo i tak wolno ci wrócić do domu najpóźniej o 22.
Au Pair na wakacjach to nie jest dobry pomysł (w roku szkolnym szkoła dziecka = twój czas wolny).


Ale, żeby nie było, Au Pair to jednak jest też świetna zabawa! Mieszkasz z Chińską rodziną, więc poznajesz ich zwyczaje i jesz autentyczne jedzenie. Jeśli ci się poszczęści, to poćwiczysz też język, a dziadkowie pokażą ci rzeczy, o których zobaczeniu zwykły turysta mógłby tylko pomarzyć. Kolacja z mistrzem wycinanek w muzeum papieru? Pft, przecież to przyjaciel dziadka. Obiad z właścicielką szanghajskiej galerii sztuki? Przyjaciółka ciotki. Wystawny lunch w mega drogiej restauracji znajdującej się w środku pola lotosów, lekcja kaligrafii z prababcią... to są naprawdę niezapomniane przeżycia, o których raczej już się nie zapomni. Rodzina może też zabrać się na jakąś wycieczkę - ja pojechałam z nimi dwa razy do ich rodzinnego miasta, a raz zostawili mnie z dzieckiem na kilka dni u prababci. Jak się z nią dogadałam? Nie wiem, ale było super!


Taki wyjazd ma także dużo innych plusów - za nic nie trzeba płacić samemu! Opłacone wam zostaną przylot, ubezpieczenie, kieszonkowe i tak dalej. Wyżywienie i nocleg macie oczywiście u rodziny, musicie tylko trzymać się zasad panujących w domu. A te... czasami bywają ciekawe. Znajoma Holenderka dostawała co miesiąc dodatkowe pieniądze za to, że utrzymywała zdradę pana domu w sekrecie. Bywa i tak. Niektórzy musieli dzielić pokój lub nawet łóżko z dzieckiem, inni dostawali dla siebie praktycznie całe mieszkanie. Jedne rodziny zabierały jiejie/gege dosłownie wszędzie, a drugie nie pokazywały mu/jej nawet, gdzie jest najbliższy sklep. O wszystko warto wypytać się przed wyjazdem. Lepiej też sprawdzić, czy już na miejscu będzie dało się zmienić rodzinę jeśli ta nasza okaże się zbyt dziwna na nasze standardy. Wiele moich znajomych nie było w stanie wytrzymać z przydzieloną im rodziną całego wyznaczonego czasu i zmieniali je w trakcie projektu. Powody były różne - bariera językowa, złe traktowanie, ignorowanie czy też różnego rodzaju oszustwa. Bariera kulturowa okazuje się czasami trudna do przeskoczenia, więc najważniejsza rada ode mnie jest taka: Miejcie otwarty umysł, próbujcie wszystkiego i nie generalizujcie :)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Hangzhou - Niebo na Ziemi

Xianghu - ulubione miejsce w Hangzhou